POLITYKA PRYWATNOŚCI ELKA.TV
X
W ramach naszych serwisów internetowych stosujemy pliki cookies. Używamy cookies, żeby zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają z witryny i dostosować ją tak, aby korzystanie z niej było dla nich przyjemniejsze i ciekawsze. Stosujemy cookies także w celach reklamowych i statystycznych. Cookies mogą być również stosowane przez współpracujących z nami reklamodawców oraz przez firmy badawcze. W każdej chwili mogą Państwo zmienić swoje ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczone w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje dotyczące stosowania cookies, w tym możliwości dokonania zmiany ustawień w zakresie cookies znajdą Państwo w naszej "Polityce Prywatności" ZAMKNIJ
Odzyskaj hasło       Przypomnij login       Zarejestruj
 

Inne z Ulica/Historia

214 wyświetleń
2934 wyświetleń
1403 wyświetleń
2095 wyświetleń
5164 wyświetleń
2295 wyświetleń
2856 wyświetleń
2152 wyświetleń
2154 wyświetleń
3134 wyświetleń
15434 wyświetleń
3039 wyświetleń
reklama
Opis
28 stycznia 2013, Radio Elka Leszno.

Wizyta kościańskich skautów-powstańców była inspiracją dla Jarka Adamka do napisania felietonu (Dodatek 05/2013):

Poniedziałkowe poranki trudne są, to chyba każdy wie. W dodatku przy niezbyt pięknej pogodzie, kiedy to świat topnieje w pluchę się zamieniając. Jednakowoż widok czterech jegomościów włażących do radia bladym świtem z interesem do mnie okazał się wielce zajmujący. Tym bardziej, że panowie odziani byli w stalowoszare mundury, a w dłoniach ściskali mauzery. Wprawdzie na klamrach pasów mieli napisy "Gott mit uns", ale biało-czerwone kokardy rozwiewały wątpliwości - powstańcy wielkopolscy. - Mobilizacja, proszę się stawić - zagrzmiał ten bez mauzera, za to z lugerem P08, zwanym potocznie parabelką w kaburze. Okazało się, że cała czwórka przyniosła nam zaproszenie na grę miejską, jaka 16 lutego odbędzie się w Kościanie. Zaproszenia przychodzą zazwyczaj pocztą, trafiają do naszej Irenki, która rozdziela korespondencję, uszczęśliwiając wydawcę serwisu bądź reporterów perspektywą jakiejś nasiadówki. Kościaniacy postarali się, żeby o nich nie zapomnieć.
No więc znowu im zazdroszczę. Że potrafią wymyślić fajny sposób na obchody patriotyczne. Bo w Lesznie jakoś nie potrafimy wyjść poza sztampę tak zwanych "manifestacji patriotycznych" 3 maja, 11 listopada i na parę innych okazji. Na przykład ostatnia - 17 stycznia, czyli rocznicę Powrotu Leszna do Macierzy. Niby wszystko po bożemu, ale pożal się Boże. Wojsko stanęło w ordynku, była orkiestra, hymn i flaga. Ale radości w tym tyle, co kiszonej kapuście. Długie przemówienie Pana Prezydenta, Apel Pamięci, salwa honorowa i defilada. W dodatku były ferie, więc dziatwa szkolna nieuchwytna. Efekt -  garstka osób, które się temu wszystkiemu przyglądały - część z obowiązku, część z przypadku i może parę z potrzeby serca i wrodzonej przyzwoitości. No bo ile można słuchać o tej "ofierze krwi" i "niezłomności ducha", ile można się prężyć i pochylać z troską i szacunkiem? Pisałem o tym tyle razy, że mi się już nie chce powtarzać. Ma być święto odbębnione, więc było. Pół godzinki i do domu.
Kościaniacy pokazują, że można inaczej - z dumą ale i wielką radochą. Że się udało, że wygraliśmy, że dołożyliśmy Niemcom do zera. W Kościanie podczas powstania tak właśnie było. Numer, który Niemcom wycięła garstka skautów pod wodzą Józefa Kamińskiego godny jest całkiem niezłego filmu, a przynajmniej jego fragmentu. Wyobraźcie sobie sami. Jest poniedziałek 30 grudnia 1918 roku. Powstanie już się zaczęło, ale na razie w Poznaniu. Na prowincji nerwowo - do bitki rwie się młodzież, ale starsi już nie bardzo (jeżeli znajdziecie, obejrzyjcie sobie film "Męskie sprawy" Filipa Bajona - bardzo dobrze tam to pokazano). Skauci z Kościana chcą jechać walczyć do Poznania, ale dostojni obywatele wylewają im na głowy kubeł zimnej wody. - Kto będzie płacił renty za poległych? - pyta Karol Swoboda, prezes Rady Ludowej. Poznań zresztą wcale chętny przyjmować gówniarzy też nie jest. Chłopaki jednak nie odpuszczają. Namierzają arsenał w koszarach - dzisiejszym szpitalu psychiatrycznym. I postanawiają go obrobić. Skok przeprowadziło 45 harcerzy w modelowy sposób - w nocy, bez jednego wystrzału. Wynieśli 800 karabinów, 18 karabinów maszynowych, naboje i granaty. Niemcy obudzili się z ręką w nocniku. Rano się poddali i wyjechali. Swoją drogą to też ciekawostka - nie było żadnego brania do niewoli, że o bardziej drastycznych rzeczach, takich jak mszczenie się za lata krzywd nie wspomnę. Ot, wyglądało to trochę jak mecz - jedni wygrali, drudzy przegrali, uścisk dłoni i do domu. Zresztą nawet niemiecki burmistrz zachował stanowisko, bo nie był świnia i Polakom sprzyjał.
Łe tam, taki sukces - parsknie ktoś, kto pochodzi z Kongresówki. Pewnie - gdyby to oni robili powstanie, rzuciliby się z widłami i siekierami na kulomioty, bo przecież tak kraść po nocy nie wypada. Daliby się więc wybić do nogi, a potem gderali o "moralnym zwycięstwie" i "daninie krwi młodzieńczej". Na stos rzuciliśmy swój życia los i takie tam. Ćwiczyli to parę razy, za każdym razem z podobnym efektem. Ale tym razem to nie było ich powstanie, tylko nasze. No więc wyszło.


Ocena: 2.8 (630 głosów)


Dodano: 2013-01-29 15:20:07 Radio ElkaUdostępnij

Komentarze (1)  

 
#1 2013-01-31 22:48
Mocny ale prawdziwy komentarz wydarzeń kościanskich
 
reklama

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

 
reklama